Dodaj szczyptę tego produktu do wody podczas upałów. Nawodni cię 3 razy lepiej niż zwykła kranówka

2026-07-17 7:59

Gdy z nieba leje się żar, intuicyjnie sięgamy po szklankę lodowatej kranówki. Pijemy litr za litrem, wierząc, że w ten sposób ratujemy organizm przed przegrzaniem. Tymczasem nauka rzuca na ten nawyk zupełnie nowe światło. Okazuje się, że wlewanie w siebie czystej, ubogiej w minerały wody w upalne dni może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Jak to możliwe i co dodać do szklanki, by poczuć ulgę?

Woda wlewana do przezroczystej szklanki z widocznymi bąbelkami. O skutecznym nawadnianiu przeczytasz na PoradyPlus.
Autor: Getty Images Szklanka wody na czczo – czy naprawdę działa? Lekarka tłumaczy

Paradoks czystej wody. Dlaczego kranówka może nas odwadniać?

Większość z nas żyje w przekonaniu, że woda to po prostu woda – im więcej jej wypijemy, tym lepiej. Fizjologia człowieka rządzi się jednak innymi prawami. Podczas upałów nasz organizm intensywnie się poci, aby utrzymać stałą temperaturę ciała. Wraz z potem nie tracimy jednak samej wilgoci, ale przede wszystkim cenne elektrolity, na czele z sodem i potasem. Jeśli w tym momencie zaczniemy pić wyłącznie czystą, niskozmineralizowaną wodę kranową, dojdzie do zjawiska tak zwanego rozcieńczenia płynów ustrojowych. Zamiast nawodnić komórki, zaczynamy wypłukiwać z nich resztki minerałów. Efekt? Nerki natychmiast próbują wyrównać to stężenie, przyspieszając produkcję moczu. W rezultacie woda dosłownie przelatuje przez nasz układ pokarmowy, a my – mimo wypicia kilku litrów – nadal odczuwamy pragnienie, ból głowy, osłabienie i uciążliwe skurcze mięśni.

Złote trio nawodnienia. Naukowa tajemnica transportu komórkowego

Jak zatem pić mądrze? Kluczem jest stworzenie roztworu izotonicznego, czyli takiego, którego stężenie cząsteczek jest zbliżone do naszych płynów ustrojowych. To właśnie tutaj do gry wchodzi legendarny domowy napój, który składa się z wody, soli himalajskiej (lub kłodawskiej), cytryny oraz odrobiny miodu. Z perspektywy biologii to połączenie to prawdziwy majstersztyk. Kluczową rolę odgrywa tu białko transportowe SGLT-1, obecne w naszych jelitach. Działa ono jak mikroskopijna śluza, która otwiera się tylko wtedy, gdy napotka jednocześnie cząsteczkę sodu (z soli) oraz glukozy (z miodu). Gdy oba te składniki są obecne, woda jest zasysana do krwiobiegu błyskawicznie, nawadniając nas nawet kilkukrotnie szybciej niż zwykła kranówka. Cytryna z kolei dostarcza potasu oraz witaminy C, a także ułatwia przyswajanie składników. Aby przygotować ten naturalny eliksir, wystarczy wymieszać:

  • litr wody (najlepiej średnio- lub wysokozmineralizowanej),
  • jedną czwartą łyżeczki soli himalajskiej lub kłodawskiej, bogatej w dziesiątki mikroelementów,
  • sok wyciśnięty z połowy świeżej cytryny,
  • dwie łyżeczki naturalnego miodu, który dostarczy niezbędnej glukozy.

Dla kogo sól to ratunek, a kto powinien uważać?

Choć dodanie soli do wody brzmi jak idealny patent na letnie upały, eksperci zwracają uwagę na istotny szczegół – nie jest to rozwiązanie uniwersalne dla każdego. Taka mikstura doskonale sprawdzi się u osób, które spędzają dużo czasu na słońcu, intensywnie trenują lub pracują fizycznie. Z kolei osoby zmagające się z poważnym nadciśnieniem tętniczym czy chorobami nerek powinny zachować szczególną ostrożność. Nadmiar sodu w ich przypadku może negatywnie wpłynąć na ciśnienie tętnicze. Dla większości zdrowych ludzi szczypta nierafinowanej soli himalajskiej dodana do bidonu to jednak najprostszy, najtańszy i całkowicie naturalny sposób na to, by przetrwać ekstremalne temperatury bez nagłych spadków energii.

Quiz. Co jest "naj" nad Bałtykiem?
Pytanie 1 z 10
Najwyższa latarnia morska w Polsce znajduje się...